środa, 14 grudnia 2016

Syndrom chronicznego spóźniania i prokrastynacja

I. SYNDROM CHRONICZNEGO SPÓŹNIANIA 


Niezależnie od dnia czy wydarzenia, 57-letni Brytyjczyk Jim Dunbar ciągle jest spóźniony. Zdaniem lekarzy nie wynika to z braku organizacji, ale z zaburzenia psychicznego dotykającego jego mózgu. Dunbar spóźnia się już od 5 roku życia - najpierw do przedszkola, potem do szkoły. Wielokrotnie z tego powodu stracił pracę. Nie zdąża na pogrzeby, na randki, na obiady do przyjaciół i na wakacje. Jego spóźnienia kosztują go wiele problemów i nerwów. Jak przyznaje w Daily Mail, dziwny syndrom wpłynął na całe jego życie. Przez długi czas Dunbar zastanawiał się, dlaczego nigdy nie może przyjść na czas. Aż w końcu w 2012 roku lekarz dostarczył mu odpowiedź: to jego zaburzony mózg jest odpowiedzialny za te chroniczne spóźnienia! 


W trakcie wizyty w szpitalu Ninewells w Dundee w Szkocji (do którego przybył oczywiście z 20-minutowym spóźnieniem), Dunbar usłyszał od specjalisty, iż cierpi na wadę dotykającą regionu mózgowego, znanego ze swojego powiązania z ADHD i wieloma innymi zaburzeniami rozwojowymi. Wada ta nie pozwala Brytyjczykowi na poprawną ocenę czasu, na zaplanowanie tego, co jest niezbędne, jeżeli chcemy w wyznaczonym terminie wykonać zadanie, nawet takie jak dotarcie na umówione spotkanie. 

Andrea Biblow z National Attention Deficit Disorder Information and Support Service mówi: - Chroniczne spóźnienie to konsekwencja, a nie objaw jakiejś choroby. Najczęściej chodzi o zaburzenia uwagi z hiperaktywnością albo o deficyt funkcjonalny. Oczywiście, zdarza się także, że ów objaw jest tylko częścią większego zespołu zaburzeń mózgu. Zdaniem specjalistki, osoba z takim zaburzeniem po prostu nie potrafi zarządzać swoim czasem. Ma problemy ze zrozumieniem upływu czasu, albo po prostu go nie czuje, nie zauważa. 

– Rozmowa telefoniczna, która trwała 2 godziny, dla takiej osoby mogła wydawać się zaledwie 15-minutową – wyjaśnia. – Zaburzenie, na które cierpi Dunbar, nie zostało jeszcze dokładnie zidentyfikowane, ale nawet jeśli diagnoza pozwoli mu na mniejsze poczucie winy, to nie wiadomo, czy ureguluje jego problem. 

Inni specjaliści pozostają bezradni w tej sprawie. Jak podkreślają, dla większości ludzi bycie ciągle spóźnionym oznacza po prostu zły zwyczaj albo problemy z organizacją czasu, także zaburzenia krotochwilności. Dr Sheri Jacobson z Harley Therapy Clinic w Londynie mówi: - Zaburzenie, na które cierpi Dunbar, nie figuruje w żadnym podręczniku psychiatrycznym. Moim zdaniem, traktowanie normalnego codziennego ludzkiego zachowania jako zaburzenie umysłowe jest bardzo nieostrożne. 


Uważa się już jednak, że choroba rozwija się w tej samej części mózgu, która jest odpowiedzialna za zespół nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD) i doprowadza do błędnej oceny czasu, który jest potrzebny do zakończenia określonych działań oraz skutkuje niedotrzymaniem terminów. Wielu pacjentów z ADHD i podobnymi schorzeniami skarży się na problemy z punktualnością, a niektórzy psychologowie i psychiatrzy uważają, że opóźnienie może być przewlekłym objawem zaburzeń nastroju, takich jak depresja. 

"Myślę, że również cierpię na ta przypadłość. Spóźniam się od malucha. Mogę wstać nawet trzy godziny przed wyjściem i tak się spóźnię. Dni mi mijają jeden za drugim. Nie potrafię ocenić ile może mi coś zająć. Każdy mi to wypomina, ale ja tak mam od zawsze i nie umiem inaczej. Znam też osobę, która od dziecka również nie wyrabia się, jest o wiele lat ode mnie starsza." - pisze pacjent na forum pomocy dla osób z tym i podobnymi zaburzeniami. 

Dzisiaj panuje wyjątkowa moda na liberalne tłumaczenia się z własnych słabości i zrzucanie ich na karb wszelkiej maści schorzeń ("syndrom chronicznego zmęczenia" - kiedyś lenistwo, "kleptomania" - kiedyś złodziejstwo, "ADHD" - kiedyś rozpuszczony bachor, itp, itd. Naukowcy twierdzą jednak, że problem nie jest nieodwracalny i doradzają osobom dotkniętym opisywanym zaburzeniom rozważanie wszystkich terminów jako nienegocjowanych oraz stałe monitorowanie czasu potrzebnego do wykonania określonych zadań. 

Ostatnimi czasy wiele prac badawczy poświęconych było odkrywaniu, dlaczego niektórzy z nas chronicznie się spóźniają. Prawdą jest, że istnieje wiele powodów, dla których ludzie nie mogą dotrzeć gdzieś na czas. Istnieje jednak pewien wzorzec zachowania u spóźnialskich, który częściowo wyjaśnia, dlaczego nie mogą oni nigdzie zdążyć: ludzie spóźniają się, ponieważ nie chcą być za wcześnie. Większość z nas zna także ludzi, którzy – przeciwnie – nie znoszą się spóźniać i uważają notoryczne spóźnialstwo za haniebne zaniedbanie czy lekceważenie. Osoby należące do tej kategorii czasami nawet panicznie boją się spóźnić i docierają na miejsce o wiele za wcześnie, chowając się po kątach, byle tylko osoba, z którą są umówieni nie zauważyła ich nadgorliwości.

Tak samo jak istnieją ludzie, którzy nienawidzą się spóźniać, notoryczni spóźnialscy nie znoszą bycia za wcześnie. Nie chodzi jednak o to, że chcą być spóźnieni – najchętniej dotarliby na miejsce spotkania co do minuty. Unikanie bycia za wcześnie jest więc silną motywacją dla osób spóźniających się. Kiedy zapytasz się osoby spóźnialskiej o powody spóźnienia, najprawdopodobniej wytłumaczy Ci to w sposób nijak nie wyjaśniający tego nawyku. Nawet gdy próbują być zorganizowani i biorą pod uwagę czas innych ludzi, wciąż się spóźniają, tak jakby lekceważenie innych było ich szczególnym priorytetem. Zazwyczaj spóźniają się o taką samą ilość czasu: 5, 10 lub 15 minut, czasem godzinę – na tyle mało, że nie zagraża to ich planom, za to wystarczająco dużo, by zdenerwować pozostałych uczestników spotkania czy dłuższej imprezy. Mimo, że spóźnialscy desperacko chcieliby pozbyć się swojego nawyku – wybór między byciem za wcześnie, a nie spóźnieniem się stanowi tu duży problem. 

Spóźnianie się może być poważnym zaburzeniem relacji społecznych, nie tylko dysfunkcją mózgu. Problemy z punktualnością mają osoby silnie neurotyczne, ofiary zażywania rozmaitych narkotyków i dopalaczy, osoby z uszkodzonymi szlakami komunikacyjnymi z płatami przedczołowymi, co składa się na syndrom krotochwilności czy bycia "tutaj i teraz". Czasem zastanawiamy się, czy jakaś Kaśka nie jest na coś chora, bo nigdy nie potrafi ocenić, ile czasu potrzebuje na wykonanie nawet najprostszej czynności. Kiedyś np. strasznie kochała się w jednym kolesiu, a gdy ten po pół roku jej zabiegów w końcu zaprosił ją na randkę, Kaśka przyszła 45 minut po czasie. No i gość się zmył bo nie miał w zwyczaju tyle czekać na osobę która chciała się z nim umówić na spotkanie. Całkiem możliwe, że jak chcą niektórzy, syndrom spóźniania można nazwać dyspunktualnością

Psychologowie twierdzą, że ludzie, którzy zawsze się spóźniają, mają kłopot z uznaniem zależności w stosunku do innych. Podporządkowując się ogólnie przyjętym zasadom, musieliby uznać, że są tacy jak wszyscy. Kłopot w tym, że dziś część społeczeństwa zachodniego chorobliwie nie lubi być „jak wszyscy”. Pragną się wyróżniać i chcą być jak rozkapryszone gwiazdki, na które, jeśli nie czeka tłum dziennikarzy, poczekają przynajmniej znajomi na imprezie. Spóźnianie się wedle wielu narodów i społeczeństw to brak poszanowania cudzego czasu oraz nieumiejętność zorganizowania własnego! Spóźnianie się to brak szacunku dla innych i generalnie roztrzepanie, czasem także brak szacunku dla tego wszystkiego co na danej imprezie się robi (jak w wypadku słuchania nauk duchowych). Zawsze można zdążyć tylko trzeba odpowiednio wcześniej zacząć się np. szykować itd. Na wszystko zawsze znajdzie się czas tylko trzeba chcieć! No a jak się już spóźniać to przynajmniej o tym uprzedzić odpowiednio wcześnie. Na Wschodzie już przed wiekami opracowano doskonałe lekarstwo na spóźnialskich - nie wpuszczać spóźnialskich na imprezę, oczywiście informując do której godziny można wejść! 

Unikanie wychodzenia z domu i spóźnianie się to czasem poważne zaburzenie. Z punktu doświadczenia psychologów i psychiatrów można wyróżnić przynajmniej dwa psychologiczne powody tego, że osoba unika wychodzenia z domu i prawie wszędzie spóźnia się: 

* Brak motywacji do życia spowodowany brakiem zaspokojenia naturalnej potrzeby związku z inną osobą lub bycia kimś ważnym w grupie. 

* Trauma z powodu negatywnych doświadczeń i w rezultacie strach, obawa oraz unikanie. 

Kiedy człowiek ma przykre doświadczenia związane z jakąś sytuacją, to może to spowodować w nim strach przed znalezieniem się w takiej sytuacji ponownie. Jest to trauma, która nierzadko powoduje unikanie, stres, niechęć przed wyjściem z domu i w efekcie spóźnianie się. 

Relacje społeczne bywają opresyjne - zdarzają się „zgrzyty” w relacjach w pracy, w szkole, w grupach towarzyskich itp. Dochodzi czasem do takich toksycznych sytuacji międzyludzkich, że osoba w szkole lub pracy jest ofiarą przemocy psychicznej, ale tkwi w takiej sytuacji, bo nie widzi innej drogi, którą mogłaby pójść. Wtedy może dojść do silnego stresu i silnej wewnętrznej potrzeby unikania przez opóźnianie wyjścia z domu. Osoba wewnętrznie boi się wracać do miejsca kojarzonego z przykrymi wydarzeniami. Złe wspomnienia powodują obawę i spodziewanie się, że znowu nastąpi przykra sytuacja. Coś w środku mówi „posiedź jeszcze, nie wychodź, jeszcze zdążysz”. Podpowiada to podświadomy „wewnętrzny głos” - to normalne i wszyscy tak mają w sytuacji traumy, bo taki mechanizm obronny polegający na unikaniu kłopotów oraz niefajnych miejsc i ludzi. Psychiatrzy, a nawet psychologowie i psychoterapeuci  uwielbiają nazywać to „lękiem”, ale przecież to słowo różni się od pojęcia „strach”, tym, że „lęk” jest z definicji nieuzasadniony.

Przykładowo, w Albanii, niektórzy mężczyźni nie wychodzą z domu-twierdzy latami w obawie przed śmiercią. Jest tak nie dlatego, że są „zaburzeni psychicznie”, ale ze względu na obowiązujący nadal „Kanun” czyli XV-wieczne prawa zwyczajowe dopuszczające zemstę krwi poprzez zabicie dowolnego mężczyzny z rodziny osoby, która dokonała morderstwa lub uwiedzenia. Jednakże zadać cios można nie tylko nożem, ale też słowem, albo zachowaniem, dlatego unikać wychodzenia z domu można również w obawie przed opresyjnym i nieprzyjaznym środowiskiem. To coś, czego doświadcza w Polsce wiele osób, szczególnie, że rzeczywistość pracy w Polsce to ciężka robota za 900 do 2000 zł miesięcznie, licząc na rok 2016. Ale i to by można było przeskoczyć, gdyby relacje międzyludzkie zawsze były wspaniałe, bo czasem w dobrej atmosferze można przejść na piechotę 100 km, a w toksycznej atmosferze tylko jedna sekunda i jedno słowo może zranić psychikę tak, jak prawdziwy nóż ciało. Kiedy w takiej sytuacji mówisz sobie „mam lęk” (z definicji coś nieuzasadnionego, w odróżnieniu od strachu) i zażywasz na to psychotrop przeciwlękowego, to nic nie „leczysz”, tylko chemicznie chcesz ominąć symptom, który pojawił się na skutek zgrzytów w relacjach międzyludzkich. Psychotropem możesz się jedynie chemicznie „pocieszyć”, jak wypiciem wódki, aby zapomnieć o stresie, jednak potem problem powraca jak bumerang. 

Psychoterapeuta będzie rekomendować pacjentowi aby ten najpierw porządne zdał sobie sprawę z problemu i przyznał się przed samym sobą, czego dokładnie się obawia i czego tak naprawdę się boi. Często są to konkretni ludzie, przez których pacjent został zraniony  lub może zostać zraniony. Innym razem są to czynności, w których wykonywaniu nasza „podświadomość” nie widzi sensu. Kiedy już zdasz sobie sprawę z tego, co tak naprawdę sprawia, że unikasz wychodzenia i się spóźniasz, to spróbuj dokonać zmiany w swoim życiu, tak aby nie było konieczności spotykania się z kimś, kto może sprawić Ci przykrość, nie rób czegoś na siłę, co czujesz, że zbyt dużo stresu Cię kosztuje i nie przynosi przyjemności. Albo dostosuj się do sytuacji, w której masz być - utwardź się, „znormalniej”, porzuć swoje niekorzystne nawyki, pracuj nad swoją siłą psychiczną i fizyczną, nad swoim wykształceniem i zdecydowaniem, ulepszaj się, doskonal swój charakter. Jeśli Twoje codzienne zajęcia nie pasjonują Cię, jest Ci źle, to dąż do robienia czegoś, co Cię pasjonuje, a jednocześnie jest to rozsądne. 

Mówiąc zwykłym prostym językiem wygląda to tak: „Unikam wychodzenia z domu, zwlekam z tym, bo się obawiam w związku z przykrymi doświadczeniami z przeszłości/czuję wewnętrznie obawę, czy naprawdę potrzebuję wyjść do ludzi.” Unikanie wychodzenia z domu prędzej czy później nie skończy się dla nas dobrze, a to z prostego powodu: jesteśmy istotami stadnymi i potrzebujemy towarzystwa. Ludzie, którzy zmagają się z problemem chronicznego spóźniania, rzadko są obojętni wobec swojego braku terminowości. Cierpią na bezsenność, denerwują się, panikują, obgryzają paznokcie w obawie, że spóźnią się na kolejne spotkanie. Biorąc pod uwagę taką ilość stresu, lepiej podjąć kroki w celu poprawy zarządzania swoim czasem. 

Ażeby poradzić sobie z chronicznym spóźnianiem musisz znaleźć swoje ślepe punkty – są to momenty, przez które nawet Twoje najlepsze obliczenia i szczere wysiłki mogą pójść na marne. Zazwyczaj pojawiają pojedynczo lub podwójnie oraz powtarzają się wielokrotnie w różnych sytuacjach. Kiedy dowiesz się, gdzie dokładnie znajdują się Twoje ślepe punkty, wtedy możesz opracować strategię w celu zminimalizowania ich wpływu, a z czasem nauczyć się ich całkowicie unikać. Za przykład posłuży sytuacja opisana przez dr Guy’a Wincha. Amerykański terapeuta pracował z czterdziestoletnim mężczyzną, który miał w zwyczaju spóźnianie się około 10-15 minut. Zapytany o swoją drogę do gabinetu tak przedstawił sytuację: “Z mojego biura idę 5 minut do metra. Metrem jadę 10 minut. Gabinet dzieli od metra tylko jedna ulica. Daję sobie dodatkowe 5 minut na wypadek, kiedy będę musiał czekać na metro. Staram się wychodzić z pracy 20 minut przed wizytą”. W takim razie skąd to 10 minut spóźnienia?

Sytuacja wydaje się rozsądna, lecz taka nie jest. Terapeuta zauważył w niej dwa ślepe punkty. Po pierwsze, pacjent zwrócił uwagę tylko na wybrane szczegóły: dotarcie do metra, czekanie na pociąg, czas trwania jazdy, a zupełnie pominął inne aspekty podróży, które również wymagają czasu: biuro znajduje się na 22. piętrze, trzeba poczekać na windę, należy podpisać się ochroniarzowi przed wejściem do budynku itd. Drugim ślepym punktem jest stwierdzenie “postaram się” lub “spróbuję”. To typowe dla osób, które się chronicznie spóźniają. Pacjent zostawił sobie margines czasu (niewystarczający), następnie tłumaczył sobie, że skoro ma zapas czasu, to będzie się starał wyjść z pracy o jakieś porze. Oczywiście, jest wielka różnica między tym, że będziesz się starał coś zrobić, a tym, że koniecznie musisz wyjść z pracy o konkretnej godzinie, aby zdążyć na spotkanie. Inny popularny ślepy punkt to sytuacja, w której stwierdzasz, że podróż samochodem będzie trwała maksymalnie pół godziny przy założeniu, że nie będzie korków. Zamiast tego powinno się dłużej zastanowić nad tym, co się stanie, jeśli jednak ruch będzie utrudniony, a przejazd będzie trwał dłużej. Zidentyfikuj swoje ślepe punkty z pomocą terapeuty i pomyśl, w jaki sposób możesz je skorygować. Poświęć czas termu procesowi, a będzie to wartościowa inwestycja, która wpłynie na Twoje życie osobiste i zawodowe. Zyska na tym także Twoje zdrowie, ponieważ pozbędziesz się złego nawyku oraz stresu, który jest nim spowodowany. 

Kwadrans poślizgu to żadna tragedia, pod warunkiem, że zdarza się to rzadko. Gorzej, jeśli notorycznie każesz na siebie czekać, a na wszelkie spotkania dla pewności zaprasza się ciebie o godzinę wcześniej niż pozostałych. W poważnym biznesie spóźnianie się to oznaka braku szacunku do partnerów w interesach. Wśród tak zwanych gwiazd i w tak zwanych celebryckich sferach gwiazdorzenia jest esencją bycia pseudo trendy i udowadniania światu, że ma się prawo do wszystkiego, a inni i tak powinni być wdzięczni, że zechciało się nam pojawić. Jednak w życiu codziennym spóźnialstwo to po prostu zwykły nietakt, który najlepiej byłoby zupełnie wyeliminować. W rozwoju duchowym, spóźnianie na nauki duchowe czy praktyki uważane jest od wieków za brak gotowości do podjęcia duchowej drogi życia, co brzmi może górnolotnie, ale faktycznie, osoby, które często się spóźniają na zajęcia i warsztaty praktyk, zwykle nie robią znaczących postępów - po części dlatego, że mają narastające z czasem braki w naukach i pracy praktycznej, a często także zwrot złego karmana utrudniania rozwoju całej grupie, która musi czekać z rozkręceniem się sesji praktyk transformacyjnych. 

Problem z kontrolowaniem czasu mają przede wszystkim osoby cierpiące na nadpobudliwość psychoruchową. Jednocześnie wśród osób wiecznie spóźnionych się zauważa się inne niezdrowe objawy, jak stany lękowe czy problemy z samokontrolą. W lżejszych przypadkach da się z rzeczoną dolegliwością walczyć i można nawet z tej walki wychodzić zwycięsko. Należy zatem ustalać sobie nieprzekraczalne terminy na wykonywanie obowiązków. Kontrolować, jak długo daną czynność wykonujemy i na tej podstawie szacować, ile zajmie nam uporanie się z nią. I wreszcie - starać się być wszędzie wcześniej, trochę prędzej wyjść z domu. Jeśli będziemy nad sobą ciężko pracować, na pewno w końcu zobaczymy efekty. 

Rozważania nad swoimi mechanizmami spóźniania się warto rozpocząć od samych podstaw, a zatem od czasów dzieciństwa. To bowiem wówczas właśnie, obserwujemy zachowania naszych najbliższych, w tym rodziców, którzy niejako przekazują nam swoją postawę wobec tematu spóźniania się i poszanowania czasu swojego jak i otaczających nas ludzi. Jeśli ciągle obserwujemy jedynie zamieszanie, rozgardiasz i wychodzenie z domu o godzinie, o której powinniśmy znaleźć się na miejscu umówionego spotkania, to trudno się dziwić, iż zaczynamy traktować tego typu zachowania jako normę i stan oczywisty. Jeśli zaś, od małego jesteśmy przyzwyczajeni do pewnej mobilizacji i planowania z wyprzedzeniem, zwykle podobne umiejętności będą nam towarzyszyły w dorosłym już życiu. Spóźnianie się, dla niektórych norma wyssana z mlekiem matki, to często pejoratywne zabarwiona cecha charakterystyczna wielu osób. Skojarzenia są negatywne, ponieważ przychodzenie po czasie to ewidentny brak szacunku wobec osób, z którymi się umawiamy. Nawet jeśli to my jesteśmy tym winowajcą, który się spóźnił, a który w głębi duszy nie chciał nikogo urazić, to i tak zostaniemy odebrani jako niekompetentni, a nasze: ”nie chciałem”, nic tu nie zmieni. Postawmy się w roli tego, który przychodzi na czas, a kto być może musiał wziąć taksówkę żeby zdążyć, może nie dokończył jakiejś istotnej czynności, aby nie urazić nas przybyciem po czasie, a my tak po prostu przychodzimy po piętnastu minutach czy godzinie, nawet nie zdając sobie sprawy, że druga strona wykonała duży wysiłek, aby zjawić się o umówionej godzinie. 

Nie spodziewajmy się sympatii, kiedy codziennie przychodzimy 10 czy 20 minut po czasie, ponieważ dziecko znowu nie chciało wstać, tramwaj nie przyjechał, bądź były wyjątkowe korki. Jeśli innym udaje się przychodzić na czas, wypadamy przy nich naprawdę słabo i lepiej zastanówmy się, kiedy nasze zachowanie trafi jako temat rozmowy do szefa. Znane są również przypadki spóźniania się wynikające po prostu ze strachu. Zdarza się, że z powodu stresu, czy nieokreślonego niepokoju, obawiamy się tej najbliższej przyszłości, a w celu odciągnięcia momentu krytycznego, w którym jesteśmy przekonani, że zdarzy się coś złego, spóźniamy się, myśląc, że to nas niejako uchroni od złego. Często również, zdając sobie sprawę z konieczności wykonania jakieś czynności, której jesteśmy niechętni, wymyślamy sto innych równie istotnych według nas zadań, które choć na chwilę odwleką moment wykonania niezbyt przyjemnego obowiązku. Czasami przyczyną spóźniania się są tak zwane natręctwa czynnościowe czyli wracanie do domu i sprawdzanie czy zamknęliśmy drzwi albo czy wyłączyliśmy żelazko. 

W rozwoju duchowym, w dawnych szkołach sztuk walki oraz tantrycznej jogi oraz ezoteryzmie naucza się, że spóźnialstwo oraz zwlekanie zawsze oznacza poważną przeszkodę w rozwoju duchowym. Kiedy ktoś nie może przybyć na czas i uczestniczyć w procesie energetycznych przemian oferowanych w tantrycznych jogach rozwoju wewnętrznego, oznacza to, że nie nadaje się do tego rodzaju treningu na jaki się spóźnia, zatem osoba taka nie powinna być przyjmowana na zajęcia na które próbuje się spóźnić. Poważna praktyka tantryczna wymaga dodatkowo przygotowania się do zajęć, wyciszenia od spraw i problemów dnia codziennego, zatem przybycie kilkanaście minut wcześniej, a w wypadku dłuższych cykli praktyk - dzień wcześniej - celem aklimatyzacji - zawsze jest najlepszym nawykiem, jeśli ktoś ma na myśli prawidłowy rozwój wewnętrzny i duchowy. Głębsze procesy transformacyjne, praca nad energetyczną przemianą wewnętrzną, wymagają uczestnictwa wszystkich osób w całości programu takiej sesji zajęć, od początku do końca, a osoba która się spóźnia, robi zły karman wszystkim pozostałym uczestnikom, opóźnia początek procesu i osłabia jego rezultaty. Stąd w grupach poważnej i głęboko wewnętrznej praktyki przemiany wewnętrznej, tak zwanej alchemii duchowej nie toleruje się spóźnień, a osoby spóźniające się nawet sporadyczne zwykle nie są wpuszczane do programu który inni już rozpoczęli. 

W tradycjach i szkołach rozwoju wewnętrznego dominują poglądy, że jeśli ktoś nie przyszedł na czas to jego wnętrze nie jest jeszcze gotowe do podjęcia praktyki, ma zbyt dużo przeszkód ze strony ego (podświadomości), czy zwyczajnie nie nadaje się do tej praktyki ponieważ na nią nie przyszedł i już. Inne podejście to wyjaśnienie, że osoba nie wzięła jeszcze wystarczająco mocno odpowiedzialności za swoje życie, nie panuje wystarczająco mocno nad swoim życiem i tym co się jej w życiu dzieje, a zatem nie ma jeszcze wyrobionego wystarczającego dla podjęcia tantrycznej praktyki duchowej poziomu siły woli. Joga to ścieżka rozwoju potęgi woli zatem często do głębszych i poważniejszych metod praktykowania wymagana jest większa dyscyplina oparta na sile woli. Część starych mistrzów mawiała, że kto chciał być ten jest, a kto nie dotarł na czas, ten zwyczajnie nie chciał być i dlatego go nie ma. W jodze chcieć znaczy móc, bo joga, szczególnie ta królewska i tantryczna to rozwój potęgi woli i mocy paranormalnych (siddhi). Cenieni są ci, którzy nie mając możliwości przybyć, jednak dotarli na czas, a wypraszani bywają ci, co deklarowali chęć przybycia, ale nie przybyli na czas - oni się po prostu nie nadają na adeptów poważniejszych praktyk jogiczno-tantrycznych. Tym o słabszej woli radzi się robić proste codzienne ćwiczenia wzmacniające siłę woli i porządkujące życie, tak aby wszystko działało jak należy. Z nadzieją, że z czasem dojrzeją do poważnej, głębokiej i odpowiedzialnej ścieżki praktyk transformacyjnych, alchemicznych.  

Przy okazji od razu wiadomo, że takie osoby jak celebryckie gwiazdeczki, nawet jak interesują się sprawami ezoterycznymi, rozwojem duchowym, kabałą czy tantryczną jogą, z powodu swoich deficytów i wad psychicznych - na pewno nie są i nie mogą być osobami zaawansowanymi w duchowym rozwoju, przebudzonymi, oświeconymi czy wyzwolonymi. 


Powody panicznego strachu przed byciem za wcześnie 


Okres czekania jest nieproduktywny dla spóźnialskich. Bycie za wcześnie wymaga siedzenia i nicnierobienia. Czas oczekiwania jest na tyle krótki, że nie możesz zaangażować się w inne sprawy, gdyż gdy tylko zaczniesz – czas się skończy. Ludzie notorycznie spóźnialscy nie znoszą dyskomfortu towarzyszącego oczekiwaniu. Czują się dziwnie i niekomfortowo. Czasem czują się nawet, jakby inni ludzie obserwowali ich i oceniali, nawet jeśli to nieprawda. Przybycie kilka minut za wcześnie może sprawić, że poczujesz się dumny i pewny siebie, ale gdy czas ten wydłuża się do kilkudziesięciu minut, możesz poczuć się głupio. Zaczynasz obawiać się, że inni pomyślą, że poza tym wydarzeniem nie masz życia, a nie chcesz żeby inni myśleli, że Twój czas nie jest cenny. Dobrym przykładem jest randka: jeśli przyjdziesz trochę za wcześnie, zrobisz dobre wrażenie. Jeśli natomiast pojawisz sporo za wcześnie, zaczniesz obawiać się, że wyjdziesz na osobę zdesperowaną. Istnieje dla wielu także koszt utraconych korzyści w przypadku przybycia gdzieś za wcześnie. Tak jak czas kogoś innego jest cenny i chcemy to uszanować, tak  jego czas jest cenny i wolałby go rzekomo wykorzystać produktywnie zamiast siedzieć i nic nie robić. 

Niektórzy nie chcąc być gdzieś za wcześnie, żeby zachować się grzecznie. Nie chcą komuś przeszkodzić w ważnym wydarzeniu, na przykład kolacji przyjaciela, dlatego też wolą odrobinę się spóźnić. Podczas gdy wielu ludzi uważa bycie wcześnie za dobrą cechę, wielu innych uważa ją za marnowanie czasu. Oczywiście niemożliwym jest dotarcie na czas za każdym razem. Nie jesteśmy w stanie kontrolować takich rzeczy jak ruch uliczny, nagły wypadek w rodzinie. Jedynym sposobem na bycie niemal zawsze na czas to celowanie, aby przyjechać gdzieś kilka czy kilkanaście minut wcześniej, a w wypadku dłuższych spotkań - dzień wcześniej. Podsumowując, jeśli chodzi o spóźnianie się istnieją dwa typu ludzi, i każdego z tych typów coś przeraża, jakiś mroczny i absurdalny lęk stoi za spóźnianiem się. Dlatego zwykle mimo wszystko mamy trochę wyrozumiałości dla spóźnialskich, ale także dla osób, które przybywają na miejsce spotkania pół godziny za wcześnie nerwowo zerkając na zegarek. Jednakże, dla nauki duchowej i rozwoju wewnętrznego człowieka spóźnialstwo uważane jest za bardzo złą i szkodliwą cechę. 

II. PROKRASTYNACJA  


Prokrastynacja lub zwlekanie czy opóźnianie - z łac. procrastinatio – odroczenie, zwłoka – tendencja, utożsamiana z odwlekaniem, opóźnianiem lub przekładaniem czegoś na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia. Przez pojęcie prokrastynacji rozumieć należy dobrowolne zwlekanie z realizacją zamierzonych działań, pomimo posiadanej świadomości pogorszenia sytuacji wskutek opóźnienia. Mechanizm prokrastynacji polega na tym, że dzięki odłożeniu wykonania czynności na później początkowo następuje poprawa samopoczucia - pojawiają się radość oraz ulga, że nie trzeba działać natychmiast, a ponadto można zaangażować się w bardziej przyjemne, aktualne zadania. Odwlekaniu na później sprzyja złudzenie, że jutro będzie lepiej. Jednak uświadomienie sobie konieczności wykonania jakiegoś zadania powoduje stres, strach oraz nerwowość spowodowaną poczuciem, że zbyt mało czasu pozostało na dokładne i prawidłowe wykonanie planowanej czynności. 


Prokrastynacja jest wynikiem rywalizacji między układem limbicznym a korą przedczołową. Układ limbiczny odpowiada za emocje i impulsywność, w tym dążenie do uzyskania natychmiastowej nagrody. Z kolei kora przedczołowa jest odpowiedzialna za koncentrację, zarządzanie sobą, własną uwagą i celami oraz za postrzeganie czasu. Według badania wykonanego w styczniu 2016 roku metodą telefonicznych badań ankietowych (CATI) na losowo wybranej próbie 500 Polaków - odkładanie czynności na później deklarowało 85 procent mężczyzn oraz 80 procent kobiet. W badaniu stwierdzono, że częściej zadania odwlekają osoby młodsze, a rzadziej - starsze. Ankietowani najczęściej deklarowali zwlekanie z wykonywaniem obowiązków domowych (np. sprzątanie, pranie, itp.). Odwlekanie zadań zawodowych deklarowało 15,2 procent badanych. Prokrastynacja może przybierać różne formy, od łagodnych do poważnych. 

Możliwe przyczyny opóźniania i odwlekania 


Wiele zaburzeń, w tym także zaburzeń osobowości, może wiązać się z postawą zwlekającą[4], dotyczy to większości zaburzeń depresyjnych i dystymicznych, a czasami także lękowych takich jak fobia społeczna. Jest też powszechna u osób z ADHD.

Istnieje wiele typów takiego zachowania, jak również wiele powodów, dla których postępujemy w ten sposób. Ogólnie rzecz biorąc, zachowanie to ma na celu:

- uniknięcie frustracji (przekładane zadanie nie jest tak przyjemne jak to, które wykonujemy, a kara za niewykonanie danego zadania wydaje się bardzo odległa względem natychmiastowej przyjemności, jaką daje zrobienie czegoś innego); chodzi o to, by uwypuklić pozytywne, choć krótkotrwałe, konsekwencje odkładania i uchronić się od złych emocji;

- ochronę poczucia własnej wartości: dla prokrastynatora porażka jest podważeniem jego wartości. Tak więc, im mniejsze są szanse na to, że odniesie sukces, tym dłużej zwleka. Ponadto, jako że są to perfekcjoniści, prawdopodobieństwo, że nie sprostają własnym wymaganiom jest duże. W rezultacie prokrastynacja prowadzi do „nieudolności” (np. niewystarczające przygotowanie się do egzaminu) dostarczającej wymówek, gdy oczekiwania nie są spełnione. Mówiąc ogólnie, zawsze można sobie tłumaczyć, że gdybyśmy się bardziej przyłożyli, odnieślibyśmy sukces, choć może być to złudne, nigdy się tego nie dowiemy, a poczucie własnej wartości nie obniży się. Niestety, w końcu ulega ono pogorszeniu, gdyż zadania nigdy nie są ukończone.

- sprzeciwienie się innym przez zachowanie pasywno-agresywne. Na prośby odpowiadamy „dobrze”, ale jest to tylko puste słowo.

- życie w stresie, poszukując silnych doznań;

- osiągnięcie złudnej świadomości większej mobilizacji do sprostania trudnemu wyzwaniu później lub przeświadczenie, że ma to zostać wykonane perfekcyjnie.

Główną przyczyną prokrastynacji jest pięć lęków, które mogą występować równocześnie.

Lęk przed porażką 

Praca przekładana jest do momentu, kiedy wydaje się, że jest już za późno, żeby ją wykonać. Staje się to usprawiedliwieniem w razie niepowodzenia. Ten typ zachowania można zaobserwować wśród uczniów. Taka postawa jest związana z wymagającym, skupionym na ocenach systemem nauczania. W rezultacie uczeń nie potrafi zabrać się do pracy bez myślenia o tym, jak zostanie oceniony i tym samym próbuje uniknąć nieprzyjemnych konsekwencji. Osoby dotknięte prokrastynacją są na ogół bardzo zdolne, ale brakuje im wiary w siebie. Przykład: uczeń stresujący się na samą myśl oddania mało interesującego wypracowania.

Lęk przed sukcesem

W tym przypadku występuje obawa, że sukces wywoła zazdrość lub pociągnie za sobą kolejne większe oczekiwania, którym można nie sprostać. Próbuje się więc nie wyróżniać spośród innych. Strach ten może występować jako skutek zazdrości braterskiej w dzieciństwie. Można mieć również wrażenie, że powodzenie zagrozi w pewien sposób opiekunom. Przykład: urzędnik, który nie chce awansować. 

Lęk przed bezradnością

Prokrastynator chce mieć wszystko pod kontrolą. Może to wynikać z chęci rewanżu lub autonomii: gdy taka osoba ma zmierzyć się z mało ambitnym zadaniem, ucieka się do prokrastynacji, aby potwierdzić swoją niezależność. Również osoba chcąca poczuć dreszczyk emocji mierząc się z otoczeniem może zostać „zwlekaczem”. Przykład: pracownik, który walczy przeciwko hierarchii, ryzykując utratą pracy, czy telemarketer nieodbierający telefonu.

Lęk przed izolacją

Prokrastynator, niczym dziecko w rodzinnym gronie, chce, aby się nim opiekowano, doradzano mu i kierowano nim; dobrze się czuje pracując w grupie lub gdy ktoś podejmuje za niego decyzje. Może również chcieć w ten sposób zwrócić na siebie uwagę, poprzez trudną sytuację, w jakiej się znajduje, czy też mieć świadomość, że jest coś do zrobienia (obawa przed samotnością). Przykład: uczeń, który czeka, aż ktoś odrobi za niego lekcje.

Lęk przed intymnością 

Prokrastynator boi się, że inni nie będą wystarczająco obecni w jego życiu lub też zbyt się do niego zbliżywszy, dostrzegą jego wady i go odrzucą. Przykład: dziewczyna, która ciągle spóźnia się na randki. 

Przeciwdziałanie prokrastynacji 

Niewskazane jest zwykle stosowanie środków farmakologicznych. W przypadku patologicznej prokrastynacji zalecane jest oddziaływanie terapeutyczne, głównie przez psychoterapię grupową. Aby zapobiec problemom z odkładaniem działań, można samemu stosować pewne metody psychologiczne, polegające na stopniowym przezwyciężaniu trudności, np. poprzez rozpisanie elementów zadania do wykonania, aby zdiagnozować, który etap jest dla nas problematyczny oraz planowanie kroków i czasu działania. Ciekawym sposobem jest tak zwana „metoda kanapkowa”, polegająca na wykonywaniu przyjemnych czynności pomiędzy obowiązkami (zgodnie z kolejnością: obowiązek, przyjemność, obowiązek, przyjemność, itd.). Często prokrastynacja występuje w przebiegu takich chorób i zaburzeń jak ADHD, depresja, dystymia, fobia społeczna, syndrom lenistwa i pasożytnictwa, zaburzenia parkinsoniczne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz